Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna www.sufizm.fora.pl
Sufizm - nauka, kultura, mistyka i duchowość wschodu - Suficki Port Duchowy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Mistrz Duchowy Hazrat Inayat Khan - Życie Sufiego

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna -> MISTRZOWIE - PRZEWODNICY - NAUCZYCIELE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
chishtiyya
Administrator



Dołączył: 29 Sie 2010
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska - Indie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:50, 29 Sie 2010    Temat postu: Mistrz Duchowy Hazrat Inayat Khan - Życie Sufiego

ŻYCIE SUFIEGO HAZRAT INAYAT KHAN

Miejsce i okoliczności urodzenia

INAYAT (czyt. inaajat) urodził się w Baroda, w mieście położonym w prowincji Gujerat (czyt. gudżieraat), w środę, dnia 5-ego lipca 1882 r., o godz. 23:35 w domu dziadka znanego pod imieniem Maula Bakhsh (1833 - 1896). Inayat był najstarszym dzieckiem Khatidja Biy (czyt. Chatiiddża Biij), drugiej żony Rahmat Khan (1843 - 1910). Inayat odziedziczył swoje piękne imię niosące w sobie znaczenia łaskawości, dobroczynności i łagodności, wolą swojej umierającej w tym czasie ciotki - Inayat Bibi - która niosła w sobie ideał, że świat powinien być lepszym i wznioślejszym miejscem niż jest. Umierając, powiedziała taką proroczą myśl, że przychodzące w tym czasie na świat dziecko urodziło się, aby żyć i wypełniać świat misją jego udoskonalania. Inayat odziedziczył więc swoje imię po swojej cioci.

Rahmat Khan i Khatidja Bibi (Biy, 1868 - 1902) mieli łącznie czworo dzieci, czterech synów: Inayat Khan (1882 - 1927), Mahebud Khan (1887 - 1948), Karemat Khan (1892 - 1900) i Musheraff Moulamia Khan (1895 - 1967). Matka Inayata przed jego urodzinami miała szereg proroczych snów. Często widywała we śnie Chrystusa, który przychodził do niej i leczył ją. W snach pojawiał się też Prorok Muhammad, który ją błogosławił. Czasami też odkrywała, że znajduje się w kręgu, pośród proroków i świętych, którzy przekazują jej coś cennego, lub którzy wspólnie z nią czekają na coś, co będzie dla nich wielkim. Często też modliła się o ochronę i opiekę przywołując imiona wielkich proroków i świętych, takich jak: Jezus, Mojżesz, Abraham i Muhammad.

Duchową filozofię życia przejął Inayat wprost od swego ojca, Rahmat Khana, który był muzykiem i poetą, uczniem wielkiego świętego z Pendżabu znanego jako Sufi Alias, który w szczególności kształcił go w starożytnej klasycznej muzyce Indii. Ten wielki święty, Sufi z Pendżabu wiódł życie wędrownego ascety, nigdy jednak nie prosił o jedzenie (co jest w zwyczaju), żyjąc mocą Boga. Pod kierunkiem tego świętego Rahmat osiągnął głębokie zrozumienie życia i wielki wzgląd dla każdej duszy. Inayat z wdzięcznością przejął i wspomniał to święte dziedzictwo.

Dziadek Inayata ze strony matki, Chole Khan lepiej znany pod swym duchowym imieniem Maula Bakhsh (1833 - 1986) - w którego domu zresztą urodziło się to uświęcone dziecię - również posiadał głębokie sufickie korzenie. Kiedy miał lat piętnaście życia za sobą, spotkał derwisza przynależącego do tradycji Chishti (czyt. Czisztii), w której praktykowano uwielbienie, oddanie i kontemplację Boga przy pomocy środków muzycznych . Derwisz ten zmienił imię chłopca na Maula Bakhsh, co znaczy "Boży Dar" i przepowiedział mu, że pod tym imieniem będzie znany w całym ogromnym kraju Indii jako muzyk i pieśniarz. Co ciekawe chłopiec w tym wieku nie tylko nie myślał o muzyce, nie miał słuchu i nie potrafił nawet dobrze zaśpiewać. Przepowiednia jednak wspaniale się spełniła, gdyż Maula był twórcą Akademi Muzycznej i zrobił nawet doktorat w przedmiocie muzyki. Dom Maula w Baroda był miejscem spotkań wielkich poetów, filozofów muzyków Indii w owym czasie.

Inayat szczególnie wiele przejął od swego dziadka, jednego z najsławniejszych wyrazicieli ducha derwiszów tradycji Chishti. Studia nad poezją Kabira, Nanaka, a także Sundara i wielu innych były podstawą głębokiej i szczególnej więzi pomiędzy Maula a Inayatem.

Taniec, Inayat i Kryszna

W wieku przedszkolnym, odwiedzając wraz z rodzicami dom starszego hinduskiego kapłana, Bramina, Inayat zwrócił uwagę na wspaniały obraz Kryszny. Zadawszy Braminowi pytania kto to jest, kim jest i czym się zajmuje otrzymał odpowiedzi, że jest to Kryszna, Bóg hindusów, grający na instrumentach oraz tańczący, mały Inayat okazywał szczególną radość i wyrażał do Kryszny szczególną sympatię. Bóg grający i tańczący był od dzieciństwa ideałem jego serca.

W wieku pięciu lat był Inayat posłany do szkoły, gdzie w szczególności uczył się kapłańskiego języka - Marathi. Nauczyciele w tej hinduskiej szkole często wspominali, że młody Inayat ma raczej maniery i zwyczaje wielkiego nauczyciela niż ucznia. Zamiast zajmować się dziecięcymi zabawami preferował towarzystwo dorosłych, "urywał" się z domu, by oglądać poważne sztuki teatralne lub słuchać wykładów wybitnych reformatorów społecznych.

Ojciec Inayata, Rahmat miał wielką wiarę w błogosławieństwa dawane przez wielkich Madzubów i Joginów, stąd też często przedstawiał im syna prosząc o błogosławienie. Stosunkowo więc często przebywał młody Inayat pod wpływem obecności żyjących świętych i mistrzów duchowych zarówno muzułmańskich jak i hinduistycznych. Dziadek Inayata, Maula również często zabierał wnuka, gdy wybierał się z wizytą do świętych mędrców żyjących wówczas w Indii. Zwykle okazywali oni dziecku pewne szczególne zainteresowanie i względy. Musiało to być wzajemne, gdyż Inayat miał zwyczaj traktować słuchanie i patrzenie na święte osoby jako rodzaj ulubionej, najlepszej chyba zabawy. Nie często zdarzają się dzieci, które w cichości trwając, głęboko kontemplują osobę świętego siedząc na kolanach dziadka.

Język Marathi został tak dobrze przez Inayata opanowany, że kapłani bramińscy byli przekonani, iż to dziecko pochodzi z kasty Braminów. Często zresztą nazywali młodego Inayata imieniem Winayak, jednym z imion Boga Wisznu. Już w wieku dziewięciu lat Inayat tak dobrze znał język kapłański, że pozwalał sobie na uczone rozmowy z autentycznymi Braminami.

Inayat wyrażał szczególne zamiłowanie do twórczości poetyckiej i pieśniarskiej. Kiedyś jeden z wujków zapytał go, czy nie dość już na tym świecie pieśni, aby jeszcze on układał nowe, lecz Inayat odrzekł: "Nie wujku, gdyby było dosyć pieśni, Bóg by mnie nie stworzył". W ten lub podobny sposób kończyło się wiele rozmów, w których ktoś chciał powstrzymać budzącą się falę życia i inspiracji przyszłego Sufiego.

Dojrzały znacznie bardziej niż wyglądałoby to z jego wieku, był Inayat często nazywany przez ludzi Starą Duszą (s. Buddhi Arwah) lub Przebudzoną Duszą. W młodzieńczym wieku, jeszcze jako chłopiec zaprzyjaźnił się z Państwem Cotton, angielskimi podróżnikami, którzy badali stanowe księgozbiory Indii. Po wielu latach spotkali się jako starzy znajomi w Anglii, gdy Inayat realizował główną misję swojego życia - przeniesienie sufickiej linii nauk i praktyk duchowych do krajów Zachodu. Dzięki tej przyjaźni nauczył się języka angielskiego.

Inayat świetnie też opanował Sanskryt, który był jego drugim szkolnym językiem obok Marathi. W wieku lat jedenastu założył dziecięce stowarzyszenie o nazwie "Bala Sabha", któremu przewodził i którego był głównym mówcą. Jednocześnie był najmłodszym wiekiem spośród członków stowarzyszenia.

Inayat w wieku szkolnym często też poruszał ostro temat praw kobiet w jakże konserwatywnym religijnie społeczeństwie Indii, zarówno w części muzułmańskiej jak i hinduskiej. Szczególnie ostro dyskutował o prawach kobiet z własnym ojcem, co dla ostatniego nie było wcale takie łatwe do zniesienia.

Inayat miał szczególny dar komponowania pieśni, zarówno słów jak i melodii. Dobrze je również pamiętał i co więcej potrafił łatwo śpiewać to, co choćby tylko jeden raz usłyszał. Wielki Pir z Jeypur (Dżejpuur) traktował go jako najdroższego przyjaciela i zwykł nazywać "Boskim Darem".

Inayat był również głęboko poruszony naukami udzielanymi w jego rodzinnym mieście przez innego wielkiego Pir znanego pod imieniem Swami Hamsasvarupa. Odtąd zaczął Inayat dostrzegać, że życie jest cokolwiek warte tylko wtedy, gdy człowiek osiąga taki stopień samorozwoju, który można nazwać stanem zrozumienia życia. Inayat otrzymał typowe wykształcenie dzieci Braminów (kapłanów) chociaż był urodzony w rodzinie muzułmańskiej. Z konieczności łączył Islam i Hinduizm.

Duchowy wpływ ojca

Własny ojciec zainspirował wielką wewnętrzną inicjację w głębi duszy Inayata. Pewnego razu odpowiadając na wątpliwości gdzie jest Bóg i w którą stronę się należy modlić powiedział: "Bóg jest w tobie, a ty jesteś w Bogu. Tak jak kropla jest w oceanie i jest częścią oceanu i nie jest oddzielna od oceanu. Przez chwilę pojawia się jako kropla, by powrócić do tego, z czego została wzięta. Taki to jest związek pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Prorok (Muhammad) powiedział, że Bóg jest ci bliższy niż tętnica, co oznacza, że w rzeczywistości twoje ciało jest dalej od ciebie niż Bóg. Jeśli jest to właściwie pojęte, będzie to oznaczać, że Bóg stanowi ciebie samego". Było to jak zapalenie wewnętrznego światła. Całe życie oparło się o Prawdę tych słów.

Inayat często lubił przebywać w samotności i w ciszy. Uwielbiał opowiadania o życiu ascetów i świętych mędrców Indii. Okazywał oznaki ducha nierozróżniania i niezależności, co zwie się Wairagją poprzez stany rozczarowania i czegoś w rodzaju depresji. Otoczenie nie zawsze to rozumiało, popadając czasem w głębokie zakłopotanie. Pomimo skłonności od odosobnienia i ascetyzmu, dzięki ojcu swemu, zrozumiał Inayat jak wielce pomocny może być święty mędrzec przebywający zwyczajnie wśród ludzi. Zaważyło to na podjęciu misji nauczania na Zachodzie.

Ojciec Inayata uczył lekcji mówienia prawdy i życia czystym życiem głównie poprzez własny, żywy przykład. Inayat otrzymał też wielką praktyczną lekcję Wsparcia i Zaopatrzenia jakie przychodzi do człowieka jeśli ufa i wierzy Bogu. Jakakolwiek wielka byłaby potrzeba, Bóg ma jeszcze większą moc, niewyobrażalnie wielką moc dostarczenia wszystkiego, co nam potrzeba. Nauka ta zapadła głęboko do serca Inayata.

Pobyt w Nepalu i spotkanie z Mahatmą Himawatu

Po śmierci dziadka Inayat wraz z ojcem wyjechał do Kathmandu, do stolicy Nepalu. Miał tam możność wysłuchania wszystkich ówcześnie żyjących śpiewaków Indii, którzy zostali zaproszeni na wielkie zgromadzenie. Był to czas głębokiego treningu psychologicznego polegającego na wchodzeniu w kontakt z tak wybitnymi osobistościami arystokratycznego świata wysokiej kultury muzycznej.

W Kathmandu spotkał bardzo starego Sufiego i faqira zarazem, który pochodził z Pendżabu. Sufi miał wspaniałą osobowość był duchowym przewodnikiem Księcia (Króla) Radży Bhim Szamszera. Inayat często odwiedzał Sufiego i prowadził z nim rozmowy dotyczące ludzkiego życia. Otrzymał głęboki trening dla wypełnienia celu swojego życia i wiele błogosławieństw.

Korzystając z tego, że ojciec był zajęty muzykowaniem na dworze Księcia (Króla), Inayat podróżując konno zwiedzał obszar Himalajski pozostając w upragnionej samotności. Było to bardzo uzdrawiające i bardzo pożyteczne dla jego duszy i przyszłej pracy.

Podróżując wśród Himalajskich wzgórz i dolin, w miejscu, gdzie można by nie spodziewać się żadnej żywej duszy "odkrył" siedzącego w milczeniu człowieka. Przybywszy do trudno dostępnego miejsca, w pobliże owego człowieka, Inayat zrozumiał, że "odkrył" Mahatmę siedzącego w samotności i milczeniu, być może przez długie wieki. Spotykając jego milczące spojrzenie został napełniony ekstazą, uczuciem wyniesienia, głęboką ciszą i spokojem. Nastrój, który wytwarzał siedzący w owym czasie "Mahatma Himmawati" jest niemożliwy do opisania. W tym miejscu, w pobliżu Mahatmy nawet wiejący ostry i przenikliwy wiatr zatrzymywał się i cichł z szacunkiem.

Inayat zaśpiewał pieśń Mahatmie, a w zamian otrzymał błogosławieństwo poprzez Jego natchnione spojrzenie. Inayat nader często odwiedzał to miejsce zabierając swoją winę, na której grał w obecności Mahatmy. Światło, siła i pokój, które otrzymał Inayat od tego Mahatmy, wyznaczyły jego przeznaczenie. Po rocznym pobycie w Nepalu Inayat wraz z ojcem powrócili do swego rodzinnego domu w Baroda.

W ramach swej muzycznej działalności Inayat komponował pieśni w czterech językach, którymi biegle władał: w Urdu, Hindi, Marathi i w Gudżarati. Księgę z pieśniami pt.: "Sayaji Garbawali" zadedykował Maharadży Barody. Pieśni te były zwyczajowo śpiewane na królewskim dworze w czasie święta Nawarati. Inayat stał się znanym kompozytorem, śpiewakiem i nauczycielem muzyki w całym stanie Baroda. Później koncertował po dworach królewskich w całej Indii. Koncertując w Hyderabadzie został "ochrzczony" imieniem "Tansen", przynależącym do największego muzyka Indii wszechczasów (z drugiej połowy XV w.), który grał na dworze Cesarza Akbara. Nadanie tego imienia - tytułu na najbardziej ekskluzywnym z Indyjskich Dworów spowodowało, że Inayat stał się znanym w całej Indii ekspertem muzycznym.

Nizam z Hyderabadu (stolica stanu Andhra Pradesh) nazywając Inayata imieniem "Tansen" ofiarował mu również piękny, emeraldowy (szafirowy) pierścień. W czasie swego pobytu w tym mieście poznał wiele wybitnych duchowych osobistości m.in. Maulana Haszimi, który był jego wielkim przyjacielem i przewodnikiem w poznawaniu perskiej i arabskiej literatury oraz w poznawaniu traktatów starożytnych Sufich. Maulana był sufickim Ustad, czyli Nauczycielem i on w odróżnieniu od wielu innych spotykanych w owym czasie rozpoznał to, co było w głębi duszy przygotowane dla przyszłej misji Inayata w Ameryce i Europie.

Wielu Parsów (Zaratustrian) zostało uczniami Inayata w sztuce muzycznej. Zaprzyjaźnił się też wielce z postacią Sirdar Dastur Hoszanga - największego kapłana Parsów i najświętszego człowieka pośród ówcześnie żyjących wyznawców starożytnej religii Zoroastryjskiej.

Światło Murszida i inicjacja

W Hyderabad poświęcał Inayat wiele swego czasu na samotne kontemplacje. Zaczął czuć, że pokój w którym siedział zostawał rozjaśniony i gdzie się poruszył, wokół niego było to samo promieniujące światło. Oświecające Światło narastało, a jeden z mądrych przyjaciół powiedział, że jest to światło płynące z głębi każdej duszy. I chociaż pierwszą myślą Inayata było to, że być może ktoś z zewnątrz świeci, to jednak mądry przyjaciel rozpoznał, że jest to zapalone światło duszy, które wznosi się ponad doświadczenie śmierci, ku zmartwychwstaniu, i które jest oznaką drugich narodzin.

W tym czasie co rano budził go głos wołający: "Allah ho Akbar!", co znaczy: "Bóg jest wielki". Inayat zwierzył się znów swemu przyjacielowi, a ten orzekł: "Kiedy On woła swoich służebników, woła On głośno i ci tylko słyszą, których uszy serca są otwarte. Nie ma takiej duszy, do której nie przemawiałby głos wewnętrzny, jednakże szkoda jest tego, że nie każda dusza słucha. Jestem pewien, że jesteś jednym z tych, których wołanie z wewnątrz mogło dosięgnąć. Nic więcej nie mogę powiedzieć, gdyż dalsze wyjaśnienia byłyby jak zanurzanie się w głęboką wodę, w której można stracić grunt. Mogę tylko doradzić, że najlepszą rzeczą byłoby obudzić się, gdy nadchodzi wołanie i być uważnym na to, co przychodzi, ponieważ jest to obowiązkiem posłusznego służebnika, by odpowiadać na wołanie mistrza." Od tego czasu Inayat wstawał z łóżka gdy przychodziło wołanie i poddawał się kontemplacji. Siadywał wtedy nocami przez długie godziny. Pewnej nocy przy zamkniętych oczach ujrzał unoszącą się przed nim figurkę o pięknej twarzy. Kiedy następnego dnia znów opowiedział o swym wewnętrznym doświadczeniu przyjacielowi, ten orzekł: "Osiągnąłeś teraz fazę, stopień w którym powinieneś poszukać sobie Murszida". (czyli duchowego Mistrza, Nauczyciela i Przewodnika w jednej osobie).

Inayat nigdy nie miał takiego pomysłu jak szukanie Nauczyciela, gdyż zawsze odczuwał przewodnictwo płynące z wnętrza. Przewodnictwo to wypływało z jego głębi, częstokroć zaskakując całe otoczenie. Oczywiście poszukiwanie kogoś, kto by inspirował i błogosławił było czymś całkiem naturalnym, lecz jednocześnie innym niż chęć posiadania duchowego przewodnika i zwierzchnika zarazem. Posłuszeństwo było jednakże naturalną skłonnością Inayata. Osiągnięcie punktu, w którym samorealizacja, oświecenie i usłyszenie wewnętrznego głosu stały się faktem, było punktem zwrotnym w jego życiu. Najwyższy już czas poszukać żyjącego przewodnika duchowego, który udzieliłby inicjacji i przyjął pod opiekę.

Przyjaciel poproszony o przewodnictwo stanowczo odmówił, jednakże obiecał pomóc w poszukiwaniach. Inayat został zaproszony dzięki przyjacielowi do domu Maulawi Umara, który był swego rodzaju rodzynkiem w ówczesnym duchowym świecie Hyderabadu. Kiedy Inayat poprosił go o inicjację i duchowe przewodnictwo odrzekł: "O nie, proszę o wybaczenie, nie mogę sobie jednak wyobrazić przyjęcia tego młodego człowieka jako mojego murida (ucznia sufickiego). Czuję, że jest ktoś inny, ktoś kogo nie znam, kto będzie odpowiedni dla niego." Poszukiwanie duchowego przewodnika trwało zatem nadal.

Przyjaciel zaprowadził też Inayata do pewnego faqira żyjącego w Sekunderabadzie, który miał zwyczaj nachodzących go gości i potencjalnych aspirantów lżyć okropnie i znieważać, w szczególności wobec potencjalnych widzów. Inayat nie wiedział o tym zwyczaju faqira, a przyjaciel miał też cichą nadzieję zobaczyć jak faqir potraktuje Inayata. Faqir jednakże na widok Inayata wstał, przywitał się ciepło i serdecznie oraz zaoferował własne, najlepsze miejsce do siedzenia, siadł zaś sam przed Inayatem szukając milczącego kontaktu. Przyjaciel był wyraźnie zdziwiony tym bardziej, że to właśnie jego faqir lżył w zwyczajny sobie sposób, co wprawiło przyjaciela w wielkie rozczarowanie.

W Sekunderabadzie żył również inny faqir, z którym zetknął się Inayat. Miał on zwyczaj od rana chodzić z wielką torbą pełną pieniędzy i rozdawać je dzieciom, przy czym wypróżniał w ten sposób torbę do wieczora, po czym dzień rozpoczynał..... jak zwykle z pełną torbą pieniędzy. Nawet policja nie mogła zrozumieć skąd ubogi faqir brał takie ilości pieniędzy. Inayat zaprosił go do siebie do domu, i o dziwo faqir przyszedł, chociaż zupełnie nie było to w jego zwyczaju. Inayat obiecał śpiewać specjalnie dla faqira, co mogło go przyciągnąć. Inayat zaoferował faqirowi najlepsze miejsce, z ten zaczął swą opowieść. Opowiadał mianowicie każdemu różnorodne szczegóły o jego życiu i każde wypowiedziane jego słowo było prawdą. Słowa faqira były szokującą niespodzianką dla każdego z obecnych. Kiedy skończył, pozdrowił Inayata przytulając go. Wtedy też powiedział takie, prorocze słowa: "Mahatmo, proszę Cię o błogosławieństwo." Potem pożegnał się i odszedł. Ludzie pozostali jednak w osłupieniu i zaskoczeniu. Inayat miał wiele kłopotu z rozluźnieniem nastroju, który z powodu tych ostatnich słów stał się bardzo poważny i przejmujący. Tytuł "Mahatma" odnosi się do największych Mistrzów i Świętych żyjących jeszcze w ludzkim ciele.

Spełnienie Inayata pragnienia by otrzymać inicjację i przyjąć duchowe przewodnictwo u żyjącego Nauczyciela - co ostatecznie jest konieczne, kiedy światło samourzeczywistnienia zaczyna jaśnieć - miało miejsce podczas wizyty u wielkiego mędrca żyjącego w Hyderabadzie, który był jednocześnie najbardziej uczonym człowiekiem w mieście, u Maulana Khair-ul-Mubina. Kiedy przyjaciel Inayata spytał Maulana czy chciałby zostać przewodnikiem duchowym Inayata, ten odparł: "Nie zasługuję na takowy przywilej" - i skończył dyskusję.

W czasie wspólnej rozmowy towarzyskiej Maulana zaczął nagle przygotowywać miejsce dla kolejnego gościa znaczącej rangi, a gościom wyjaśnił, że otrzymał impuls, przekaz, że właśnie nadchodzi z wizytą Hazrat (Mistrz, Czcigodny, Arhat).

Osoba o niezwykłej jakby "urwanej" z nieba osobowości pojawiła się w końcu, delikatnie i subtelnie stąpając po powierzchni ziemi, z wielką dostojnością. Inayat poczuł, że ta twarz nie jest mu nieznana. Potem przyszedł do głowy błysk, że tę twarz rozpoznaje, gdyż zwykł był ją "widywać" w czasie swoich głębokich medytacji. Mistrz (Hazrat) zajął przeznaczone mu miejsce, wzrok jego spoczął na postaci Inayata i zdawało się, że nie może się oderwać.

Cudowne spojrzenia spotykały się jakby odnajdując dusze przypominające się sobie po tysiącach lat. W końcu Hazrat spytał: "Kim jest ten młody człowiek? Przyciąga on bardzo intensywnie moją duszę!" Maulana odrzekł: "Wasza Świątobliwość, ten młodzian jest muzycznym geniuszem i pragnie poddać się pod twoje natchnione przewodnictwo". Mistrz natychmiast spełnił prośbę udzielając Inayatowi inicjacji "tutaj i teraz". Inayat napisał i zaśpiewał pieśń swojemu - odtąd - Murszidowi. Hazrat położył swoje dłonie na głowie Inayata i pobłogosławił go mówiąc: "Bądź pobłogosławiony Boskim Światłem i bądź oświeconym umiłowanego, jedynego Boga." Inayat, tak często jak tylko mógł, chodził zobaczyć swojego Nau czyciela (Murszida), który mieszkał w odległości około 12 km, traktując go tak, jak traktuje się króla. Więź łącząca Inayata z Murszidem wzrastała w każdej chwili i w każdym dniu. Hazrat rozpoznał u Inayata cel swojego życia, do którego nawet Inayat nie był jeszcze w pełni przebudzony.

Studia duchowe po inicjacji

Po inicjacji (Bayat) w domu Maulany (Mewlany), Inayat miał zwyczaj przychodzić do Murszida i siedzieć - ot tak po prostu - w jego obecności, z otwartym sercem podobnym do pustej filiżanki, do której mogłyby być przelane głęboko oświecające słowa. Inayat wypełniał się podniosłą atmosferą, wzniosłym nastrojem oraz oszałamiającym spojrzeniem, które stale nasycało całe jego otoczenie.

Po otrzymaniu inicjacji z rąk Murszida, Inayat przez sześć miesięcy przychodził do domu Nauczyciela, a podczas tego czasu nie usłyszał ani jednego słowa o przedmiocie metafizyki. W końcu Hazrat opowiadał mu o tanzih i taszbih (o istocie prawdziwej i o identyfikacji), a także o wujud i shuhud (czyt. łudżud czyli przejawienie i szuhud, czyli świadomość), a także wyjaśnił obszernie wszelkie zagadnienia, które interesowały Inayata, jako że miał naturalne skłonności do metafizyki.

Inayat chciał zapisywać słowa Nauczyciela, jednak Murszid na widok zeszytu i ołówka przestał mówić na interesujące tematy i zszedł na sprawy codzienne dając do zrozumienia, że jego słowa muszą zostać zasiane w głębi duszy, aby wyrosnąć i zaowocować. Inayat powracał więc do domu w milczeniu, przez długie godziny w ciszy i samotności przeżywając każde słowo usłyszane od Nauczyciela. Całe jego życie zaczęło ulegać przemianie, co wywołało zdziwienie wśród przyjaciół i znajomych. Nastąpiły głębokie zmiany w sposobie bycia i w zachowaniu, w mowie, w działaniu, w sposobach ekspresji, w postawie i w nastroju jaki Inayat sobą wytwarzał. Zmienił się sposób śpiewania, głos zaczął wytwarzać całkiem inny rodzaj uroku. Przebywanie w Świętej Obecności własnego Przewodnika Duchowego przemienia, w ledwie zauważalny sposób, w istotę o naturze podobnej do Tego z którym przebywamy.

Życie w Pałacowym stylu na Dworze Nizama Hyderabadu powoli dobiegało swego kresu w płomieniu budzącego się poczucia wolności i nieprzywiązania (czyli Wajragii), które było wewnętrznym pragnieniem duszy Inayata. Nawet bogactwo Dworu nie zamgliło, przez chwilę nawet, ani nie zwiodło Inayata, gdy odkrył, że coś jest takiego w jego życiu, co ma o wiele większą wartość i znaczenie.

Wszystko to działo się za sprawą jego Murszida, Sayyed Mohammed Abu Haszim Madani. Błogosławiony Nauczyciel Inayata był wielkim sufickim mistrzem z linii Czisthi, pochodził z Madrasu, gdzie się urodził. Jego grób znajduje się blisko Puran Pul (starego mostu) wkomponowanego jako Mian Paisa Dargah w Hyderabadzie.

Przy okazji spotkania z jakimś ortodoksyjnym muzułmaninem, Murszid Madani wskazał na Inayata jako na swego "umiłowanego ucznia, którego wewnętrzna istota jest dla niego widoczna, i że trudno jest dokładnie opowiedzieć, kim jest Inayat w rzeczywistości." Murszid Madani był bardzo zadowolony z tego, że Inayat wyrasta w atmosferze przyjaźni z Hindusami, Parsami, Żydami i Chrześcijanami.

Związek Inayata z Murszidem był bardzo głęboki, aż do takiego stopnia, w którym bez względu na odległość, Inayat mógł słyszeć wołający głos Swojego Nauczyciela. Murszid tak głęboko wniknął do serca Inayata, że na każdy problem, na każde pytanie odpowiadał natychmiast, nawet z bardzo dużej odległości. "Wiele jest więzi, które łączą ludzi ze sobą, jednak więź łącząca ucznia (murida) z Nauczycielem (Murszidem) na duchowej ścieżce jest nieskończoną przyjaźnią i sympatią, która nigdy się nie kończy wiodąc ku wieczności. Jest to prawdziwie ścieżka do Boga i do Prawdy, która jest wieczna." Te słowa Murszida głęboko utkwiły w pamięci Inayata. "Niech Bóg wzmacnia Twoją wiarę"

Murszid miał zwyczaj błogosławić Inayata tymi słowami: "Niech Bóg wzmacnia twoją wiarę." Wielkość i potrzebę tego błogosławieństwa odkrył Inayat dopiero wiele lat później. Wszelkie życzenia płynące z głębi człowieka urzeczywistniają się bowiem dopiero wtedy, gdy wiara jest w pełni rozwinięta. Jest to wielkie urzeczywistnienie, owoc ścieżki.

Blisko końca swego życia Murszid Madani wprowadził Inayata w naturę przemijania i śmierci, odpowiadając głośno na pytania i wątpliwości ucznia zadane tylko w myślach. Jednakże do ostatniej chwili jego życia, czuć było w Jego Obecności, że chociaż Bóg jest wszechobecny to jednak czyni sobie swoje szczególne ucieleśnienia. W każdym zakątku jego domu słychać było imię Boga i czuć było obecność Murszida, obecność Boga.

Murszid Madani sześć miesięcy przed swoim odejściem powiedział o tym fakcie swojej małżonce. W dniu odejścia zaprosił wszystkich, którzy byli w pobliżu, udzielał rad i błogosławieństw. Następnie poprosił o wybaczenie za wszelkie przewiny jeśli ktokolwiek czuł się zraniony choćby najdrobniejszym słowem. Ostatnią częścią ceremonii była prośba o zostawienie go samego. Odszedł w czasie powtarzania Zikru (Dhikru).

Pielgrzymka duchowa Inayata

Inayat w milczeniu, nie mówiąc nikomu ani słowa opuścił Dwór Nizama. Rozpoczął pielgrzymkę do wielu świętych ludzi w Indii. Odwiedzał zarówno grobowce wielkich istności jak i żyjących Sufich lub Pir.

Pośród wielu miejsc przebywał u grobu Khwaja (Khładźa) Moinuddin Czisthi w Ajmer (czyt. Adźmer), najbardziej czczonego Świętego Sufiego w Indii. W Mysore spotkał Pir Jemat Ali Szaha, mędrca sufickiego, który miał tysiące zainteresowanych i zwolenników, jednakże Pir był głównie zainteresowany Inayatem, aż głęboka nić sympatii połączyła obu.

Inayat Khan przez pewien czas przebywał w Bangalore, gdzie spotkał innego prawdziwie wielkiego Sufiego, dla którego wszystkie religie były jedynie odmiennymi drogami do Boga. Sufi ten prowadził często całonocne spotkania i wykłady. Inspirował i podnosił na duchu ludzi wszystkich wiar. Odwiedzał święte miejsca kultu Hinduskiego, Islamu a także obszar cywilizacji Arjów. Spośród wielu znamienitych faktów, został w Coimbatore przyjęty do Andźuman Islam, gdzie został uhonorowany złotym medalem. Odwiedził też wyspę Cejlon, a także Birmę. Nie sposób krótko wyliczyć wszystkich świętych osób i miejsc, które odwiedził.

Kiedy powrócił do Baroda, odwiedził Bramina, który przyjmował tłumy ludzi przepowiadając im przyszłość. Po wielkim spotkaniu ogólnym, Bramin przywitał Inayata słowami: "Witaj Mahatmo". Następnie przepowiedział, że za kilka lat Inayat wyjedzie z misją na Zachód. Było już blisko do spełnienia się przepowiedni Murszida Madani, którą powiedział tuż przed swym odejściem: "Idź w świat moje dziecię i zjednocz Wschód i Zachód harmonią Twej muzyki. Rozprzestrzeniaj mądrość Sufi poza granicami tego kraju, gdyż Bóg Miłosierny dla tego spełnienia ciebie wyposażył i obdarował."

Misja Sufi na Zachodzie

Wspólnie z bratem Mahebud Khanem i kuzynem Ali Khanem przybył Inayat w dniu 13 września 1910 do Ameryki. W ciągu 16 lat rozprzestrzenił Orędzie Sufickie, ustanowił Zachodnią Linię Przekazu, rozwinął cały Ruch Suficki oraz głębokie wewnętrzne nauczanie poprzez Szkołę Ezoteryczną (Zakon Sufich). W tym okresie prowadził nauczanie w Ameryce, Anglii, Francji, Rosji, Szwajcarii, Holandii, Belgii i w Niemczech.

Inayat poślubił w 1912 roku w Londynie sympatyczną 20 letnią dziewczynę Orę Ray Baker (1892-1949) znaną też jako Amina Begum. Stała się ona matką dla czworga dzieci, z których Vilayat kontynuuje dzieło rozpoczęte przez Ojca aż do dnia dzisiejszego. Jednakże działalność Inayata za Zachodzie, romantyczne małżeństwo z uroczą Orą i historia Vilayata mogą być opowiedziane przy innej okazji.

Inayat odszedł w Delhi, po krótkiej chorobie w dniu 5 lutego 1927 roku, pół roku wcześniej podczas ostatniego sufickiego obozu w Alpach dając do zrozumienia swoim uczniom i rodzinie iż nadszedł czas jego powrotu do Domu Ojca Niebieskiego.

ANEGDOTY Z ŻYCIA HAZRAT INAYAT KHANA

Pewnego razu zapytano Murszida: "Skoro wierzysz, że wszystko jest właściwym, słusznym i dobrym, to dlaczego pracujesz nad tym aby zmienić uwarunkowania tego świata?" - Murszid odpowiedział: "To człowieczeństwo we mnie jest tym, co wypracowuje swoją drogę ku boskiej doskonałości."
Ktoś z audytorium zapytał raz Murszida po wykładzie: "Co myślisz o ponownym przyjściu Chrystusa?" - Murszid odrzekł: "Ode mnie On nigdy nie odszedł."
Ktoś zapytał Murszida: "Czy to Ty jesteś Głową Zakonu Sufi?" - "Ja nie, tylko Bóg" - odrzekł Murszid. "A kim Ty jesteś?" - ciągnął dalej człowiek - "Jestem stopą/podnóżkiem" - odparł Murszid.
Ktoś zapytał Murszida: "Czy to prawda, że na Wschodzie ludzie wierzą, że kobieta nie posiada duszy?" - "W istocie, jest tak jak mówisz, gdyż oni mają ku temu wszelki argument, wiedzą bowiem, że kobieta jest samą duszą" - odparł Murszid.
Ktoś z audytorium, po wykładzie o potędze słowa mówionego, zapytał raz Murszida: "Jakie słowo jest najskuteczniejsze?" - Murszid odrzekł: "Milczenie."
Ktoś zapytał Murszida: "Jakiemu Kościołowi służysz?" - odrzekł Murszid: "Kościołowi Boga."
Ktoś zapytał Murszida jak będzie oddziaływał sufizm na niego, jeśli jest osobą która studiowała uprzednio teozofię. Murszid odpowiedział: "Jako środek dezynfekujący."
Dama zagadnęła Murszida w sali balowej: "Czy zawsze interesujesz się takimi frywolnymi sprawami jak tańce?" - Inayat Khan odrzekł: "O tak, zawsze mam skłonność do tańczenia, gdy przebywam z małymi dziećmi."
Przyjaciel powiada do Murszida: "Pewne osoby opowiadają mi o tobie niegodziwe rzeczy." Murszid zagadnął: "A cóż to takiego?" Przyjaciel wyjawił: "ano powiadają o tym, o tym i także o tym!" - "Czy to wszystko?" - retorycznie zapytał Murszid - "Wszak potrafię być o wiele bardziej niegodziwym!"
Chrześcijański fanatyk zapytał Murszida: "Jak śmiesz łączyć nawet imię Mahometa z naszym Panem Jezusem Chrystusem?" - "Proszę o wybaczenie" - odparł Murszid - "Nie miałem na myśli Mahometa takim jakim go znasz od swojego kleru, miałem na myśli Proroka jakiego znają wierni wyznawcy Islamu."
Pewnego razu ktoś zagadnął Murszida: "W Twoich pismach natknąłem się na nauki, które są ze sobą sprzeczne." Murszid odparł: "Przyjmij z nich obu tę, która ci odpowiada, a o drugiej zapomnij."

Ż Y C I E S U F I E G O: H A Z R A T I N A Y A T K H A N (5. VII. 1882 - 5. II. 1927)
Opowieść biograficzna o założycielu Zakonu Sufi na Zachodzie
Copyrights by Zakon Sufi Chishty w Polsce


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna -> MISTRZOWIE - PRZEWODNICY - NAUCZYCIELE Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin