Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna www.sufizm.fora.pl
Sufizm - nauka, kultura, mistyka i duchowość wschodu - Suficki Port Duchowy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Mistrz Duchowy Derwisz Dżelaluddin Rumi

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna -> MISTRZOWIE - PRZEWODNICY - NAUCZYCIELE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
chishtiyya
Administrator



Dołączył: 29 Sie 2010
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska - Indie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:59, 29 Sie 2010    Temat postu: Mistrz Duchowy Derwisz Dżelaluddin Rumi

DŻELALUDDIN RUMI by Hazrat Inayat Khan

Umiłowani Boga, Przedmiotem mojego dzisiejszego wykładu jest Dżelaluddin Rumi, największy poeta jakiego kiedykolwiek znał świat: poeta, którego przesłanie, zarówno w jego życiu jak i dziele, nakreśla wyraźną granicę nowej ery, nowy krok w tradycji sufich, będący najbardziej starożytną szkołą Mistyków i Filozofów, która wywodzi się ze starożytnej szkoły mistycznej Egiptu. Pierwszą i najbardziej znaną inicjowaną osobą w tej szkole był Abraham, ojciec trzech wielkich religii świata: judaizmu, religii chrześcijańskiej i religii islamu. Dżelaluddin Rumi natchnął nowym życiem i nadał nową formę temu mistycznemu prądowi. Właśnie od czasów działalności Rumiego suficka kultura mistyczna rozprzestrzeniła się po całym świecie. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi w tym, że Rumi był nie tylko mistykiem i marzycielem, ale również najbardziej uczonym człowiekiem współczesnych mu czasów - był wielkim mężem stanu i politykiem, był naczelnym sędzią w systemie prawnym swego kraju (jakby Prezes Sądu Najwyższego). Dżelaluddin Rumi cieszył się wśród ludzi wielką reputacją jako człowiek najbardziej uczony: człowiek rozumu, pod każdym względem praktyczny i rozgarnięty oraz magister teologii. Ściśle rzecz biorąc, w swoim kraju był człowiekiem na świeczniku. Czytał poezję, w tym niektóre utwory Attara, ale jego wykształcenie opierało się głównie na wyszkoleniu teologicznym. Historia jego życia jest w każdym calu niezwykła i cudowna, szczególnie jeśli chodzi o przebudzenie ku sufickim ideałom.

Kiedyś, w chwili wolnego czasu, Rumi siedział sobie nad manuskryptami. W jego czasach druk nie był jeszcze znany, nie było książek, to też manuskrypty stanowiły prawdziwy skarb. Wtem, do pomieszczenia, w którym siedział Rumi, wszedł jakiś człowiek w łachmanach. Z wyglądu przybysza można było przypuszczać, że jest on żebrakiem, po prosu - nędzarzem. Zarazem jednak człowiek ten chodził jak król. Zamiast jakiegoś powitania, pierwszą rzeczą, którą uczynił, było usunięcie z pomieszczenia wszystkich manuskryptów. Rumi nie mógł tego zrozumieć. Oto do domu najważniejszego obywatela miasta wchodzi jakiś gość w łachmanach i wyrzuca wszystkie manuskrypty, które on, Rumi, tak sobie ceni. Ale Rumi był wielkim człowiekiem. Nie dał poznać po sobie zmartwienia i irytacji wywołanych takim zachowaniem. Jako że posiadał wręcz doskonałą dyscyplinę wewnętrzną, tylko zapytał żebraka: - Co masz zamiar zrobić? - Co ty czytasz? - odpowiedział mu żebrak - Jeszcze nie skończyłeś? Czytasz przez całe życie i jeszcze nie skończyłeś. Błądzisz oczyma po małych stronach, które nie mogą pomieścić tego, co objawia nam nieustannie księga życia, i to zajęcie pochłonęło całe twoje życie. Czy to, co ci jeszcze zostało, również ma zostać poświęcone na czytanie? - O co ci chodzi? Na co chcesz zwrócić mi uwagę? - zapytał Rumi. - Chciałbym cię zapytać, czy rozważyłeś, co jest celem twojego życia. Czy pozycja, którą w obecnej chwili zajmujesz, to stanowisko, pozycja i sława, czy właśnie to jest celem? Do czego dorastasz, czego oczekujesz? Jaki cel masz przed sobą? Czy twoje życie, patrząc na nie od narodzin po śmierć, trwa nie więcej niż cztery dni, czy też jest życiem ciągłym? Jeśli jest to życie ciągłe, dokąd zatem prowadzi? Spójrz - jeśli to niezwykle wysokie stanowisko teraz należy do ciebie, to kiedyś należało do kogoś innego i, po jakimś czasie, będzie piastował je ktoś jeszcze inny. Jeśli nawet jest co coś ważnego, to tak naprawdę nie należy do ciebie. A te nędzne manuskrypty, pewnego dnia ulegną zniszczeniu. Jeśli to jest twoja mądrość, to jak długo przetrwa? - "Czy wejrzałeś w manuskrypt swego serca? Czy wejrzałeś głębiej w życie, żeby zobaczyć czego to ono każdego wciąż uczy? Wielbisz Boga - czy rozmawiałeś z nim? Czy widziałeś Go? Czy naprawdę Go poznałeś? Jaki płynie pożytek z twej czci, z twego nabożeństwa? Czy wiesz skąd wzięła się religia, którą wyznawałeś przez całe swoje życie? Co jest jej źródłem? Czy chcesz żyć tak jak wszyscy inni ludzie na tym świecie, którzy nie wiedzą po co żyją? Konie i wielbłądy również żyją i są zajęte i pracowite, ale w tym, że są zajęte i pracują, nie ma żadnej zasługi. Zasługa albo zaszczyt zajęcia, jakie człowiek wykonuje, bierze się z cnoty, ze szlachetności samego zajęcia. Czy zastanawiałeś się nad cnotą i szlachetnością twego zajęcia, czy jest ono pewne i godne zaufania? Jeśli jest cnotą przemijającą, to nie jest to cnota godna zaufania, taka na której można się oprzeć. "

To wszystko zastanowiło Rumiego i poruszyło do łez. Tak to osobowość człowieka w łachmanach spłynęła w całej okazałości na Rumiego! Przypominała niezmierzone bogactwo. Rumi nie miał nic do powiedzenia. Został wręcz przygnieciony i zakłopotany wszystkim, co powiedział mu przypadkowy nieznajomy, który tak pewnie jak wszedł, tak też sobie wyszedł. Po jego wyjściu Rumi powiedział: - Tego Boga, którego wielbiłem przez całe swe życie, ujrzałem dzisiaj w ludzkiej postaci. Oberwańcem był Szams z Tabrizu. Rumi znajdował się pod takim wrażeniem słów przybysza, że poszedł za nim. Pierwszą rzeczą, z jaką musiał się zetknąć, był gorzki, przykry krytycyzm odzywający się ze wszyskich stron. Nikt nie był w stanie zrozumieć jak człowiek tak uczony, zdolny i wykształcony mógł bez przerwy spędzać czas spacerując z przybyszem ubranym w łachmany. Gdziekolwiek jednak szedł albo przystawał przybysz, tam i Rumi szedł albo przystawał. I jeśli dookoła nich stała setka ludzi, a nawet jeśli było ich tysiąc, Rumi nie zwracał na to uwagi. Ta pozorna tragedia zakończyła się rezygnacją Rumiego z piastowanego stanowiska. Przy wzrastającej krytyce nie był on już w stanie utrzymać stanowiska, a nie miał czasu, by wszystkim udzielać wyjaśnień. Rumiego zbyt mocno pochłaniało słuchanie Szamsa z Tabrizu. Nie miał czasu na dyskusje i spory. Cały czas poświęcał zrozumieniu słów Szamsa z Tabrizu. To pozorne nieszczęście znalazło swój finał w nagłym wstrząsie: pewnego dnia, w taki sam sposób jak przybył, tak samo nagle i niespodziewanie Szams z Tabrizu zniknął. Rumi został osamotniony, a jednak nie samotny. W otaczającym go świecie myśli Rumi nie widział nic prócz głębokich idei jakie przekazał mu Szams z Tabrizu. Otworzył on Rumiemu oczy na życie. To było coś więcej niż tylko słowa Szamsa z Tabrizu. W sercu Rumiego coś się przebudziło i otworzyło. Nastąpiła pewnego rodzaju ekspansja świadomości. Nie chodziło w tym przypadku o uczenie się i nauczanie. To było coś więcej. To było cudowne zjawisko. Rumi, jak dziecko, chłonął każde słowo jakie padło z ust Szamsa z Tabrizu i zachował je w sercu niczym skarb. Mijały dni, po nich tygodnie, a Rumi wciąż płakał. Pomyślał, że jeśli zetknął się z dobrocią, to nie w takim wydaniu, z jakim sobie ją wyobrażamy: tutaj chodziło o największą w ogóle istniejącą dobroć. Rzecz cała dotyczyła boskiego miłosierdzia i współczucia. Jeśli ktoś nazwałby to wykształceniem, to nie było to wykształcenie takie, jakie zna człowiek, ale deszcz wiedzy. Był to klucz do niebios i ziemi. Po prostu coś, czego nie można opisać słowami. Tak więc, z jednej strony Rumi utracił swe stanowisko i do pewnego stopnia poważanie w oczach świata, a nawet najbliższych i najdroższych mu ludzi, gdyż nie byli w stanie go zrozumieć. Z drugiej natomiast strony, jedyny człowiek na jakim musiał się oprzeć był Szams z Tabrizu, a on również odszedł. Stąd też, oczywiście, życie Rumiego stało się życiem przepełnionym kontemplacją, życiem badania natury oraz życiem oddania i uwielbienia boskiej osobowości, która już raz mu się ukazała. Tym sposobem przeniknęło do życia Rumiego wszystko, co potrzebne jest w duchowym życiu, wszystko co potrzebne, by podążać (kroczyć) duchową ścieżką. Życie Rumiego stało się więc takim rodzajem życia, jakim od wieków podążali Sufi.

Czasami, kiedy myśli i uczucia doprowadzały go do wrażenia, że ma w sercu jakiś zator, jakieś przeciążenie, prosił muzyków, żeby zaśpiewali mu medytacyjną pieśń. Muzycy śpiewali najczęściej słowa Szamsa z Tabrizu i Rumiego: słowa płynące z głębi serca człowieka dążącego ku wyższemu oddaniu, słowa wskazujące boskie ścieżki życia i tajemnicę koncentracji. Zwyczaj ten przetrwał w Indiach i Persji jeszcze do dnia dzisiejszego: czasami śpiewa się z towarzyszeniem muzyki słowa takich wielkich poetów jak Rumi i Szams z Tabrizu. Ludzie siadają wtedy wokół muzyków, słuchają, cieszą się i odnoszą z tego korzyść. Płynące słowa i muzyka dostrajają ich do takiej wysokości brzmienia, przy której mogą odnieść z tej muzyki prawdziwy pożytek. Takie zgromadzenie, kiedy wykonywana jest święta muzyka, uważa się za zgromadzenie najbardziej święte. Stąd wzięła swój początek nowa droga, różniąca się od istniejącej już na Wschodzie jogi. Różnica tkwi w tendencji do patrzenia na życie jak na iluzję - co jest prawdą - i próbie oderwania się od niego, tak by nie zostać pochwyconym przez to życie, które powstrzymuje, hamuje człowieka w rozwoju: ta skłonność wznosi pewnego rodzaju mur między joginem a światem. Droga kontemplacji Rumiego narodziła się po kontemplacji jego nauczyciela i po tym, co ten mu powiedział. Rumiemu została dana następująca prawda: spojrzawszy na życie w ten sposób stopić wszystko z wibracjami muzyki. To wszysko jest przywiązaniem, a jednak, jednocześnie, góruje ponad nim, co znaczy, jak można by powiedzieć: na powierzchni morza, a jednak nie w nim.

Tej samej symboliki użyto w Biblii, gdzie wspomina się o spacerze Chrystusa po falach morskich. Życie można wieść na trzy sposoby: spacerować po wodzie, pływać w niej, natomiast trzeci sposób polega na tym, że człowiek w niej tonie. Ludzie, którzy toną należą do tych przywiązanych do świata materialnego i to przywiązanie w końcu ich pogrąża. Mamy również sposób marszu przez życie przypominający pływanie w wodzie. Sposób trzeci to spacer po wodzie - znaczy to przejść przez wszystkie rzeczy i sprawy, a mimo to nie dotknąć, nie poruszyć ich, stać ponad nimi, żyć w tym świecie, ale nie być z tego świata, nie być jego własnością. Taki sposób życia zdobył dla Sufich Wschodu największą nagrodę. Nagrodą tą jest urokliwy czar ich osobowości. Uczucie rozwinięte dzięki boskiej kontemplacji umożliwiło im rozprzestrzenianie fal miłości i czułości, patrzenie na życie z optymizmem i nadzieją oraz uczynienie tego życia jak najlepszym. Jeśli jest ono trudne i niosące czasem rozczarowanie, to mimo wszystko Sufi starają się zrobić z niego jak najlepszy użytek. Próbują nagiąć wszelką materię, wszystkie doczesne narzędzia do tego, by je jak najlepiej spożytkować oraz sprawić, by każdy aspekt życia przemienić w środki spełnienia całego stworzenia, tak żeby żaden materiał nie został utracony. Zarówno święci jak i grzesznicy przybliżają się do Sufiego. Czy to przyjaciel czy też wróg, Sufi dobrze życzy i kocha obydwóch - ponieważ za przyjacielem i za wrogiem widzi swego Umiłowanego. Władza Sufiego nad jego wrogiem jest wielka, ponieważ wróg nie może dłużej traktować go jako wroga, kiedy widzi w Sufim przyjaciela. Sufi zawsze ma ze sobą kontemplację Umiłowanego. Umiłowany jest jedyną Istotą jaką Sufi zna, wciąż znajdując się Jego Obecności. Sufi nie może trwać w uczuciu wrogości, ponieważ ogień jego miłości spala doszczętnie żądło wrogości. Największy żal i ubolewanie w obecnych czasach budzi fakt, jak mało rozumiemy słowo "miłość." Bardzo często ludzie rozumieją poprzez miłość nic ponad interes: jeśli dasz mi sześciopensówkę, to ja dam ci szylinga. To nie jest miłość. Mamy do czynienia z czymś zbyt małym, kiedy człowiek spodziewa się czegoś w zamian, jakiejś odpłaty, odwzajemnienia. Pierwsza lekcja jakiej człowiek powinien się nauczyć od miłości brzmi: nie ma żadnego "ja". "Ja" jest prawdziwym wrogiem miłości. Ludziom wydaje się, że nie może być większej straty niż utracenie "ja". Gdybyż jednak wiedzieli, że nie istnieje większy zysk, większa korzyść nad tą jaką daje utracenie "ja" - ponieważ kiedy "ja" zostaje zatracone, wtedy człowiek zyskuje, zdobywa wszystko. Cały proces ezoterycznego lub duchowego osiągu opiera się o następujący manewr: pozbyć się "ja" i zdobyć wszystko. Tak wygląda jedyna tajemnica, która kryje się za wszystkimi religiami, filozofiami oraz mistycyzmem, o ile tylko człowiek potrafi to zrozumieć. Niewiele można na ten temat powiedzieć. Jest to sprawą do praktyki. W każdej najdrobniejszej rzeczy i czynności jaką wykonujemy owe małe "ja" wypływa na powierzchnię. Utrzymanie go w ryzach wymaga czasu i ćwiczenia, praktyki. Wszystkie nauki Sufich zostały przekazane w tym właśnie celu. Jak można to małe "ja" utrzymać w ryzach, tak by nie mogło powstać i przeszkodzić w rozwoju człowieka, w jego wzroście? Przyjaciele, możemy mieć wielu wrogów i ludzi, którzy się nam przeciwstawiają. Lecz jeśli bliżej przyjrzymy się życiu i zrozumiemy je, to powinniśmy zorientować się, że nie mamy większego wroga nad siebie samych. Wszystko czego pragniemy odsuwane jest przez "ja".

Rumi stworzył najpiękniejszą ilustrację tej filozofii. Swe najcudowniejsze dzieło, Mathnawi (czyt. Masnawii), rozpoczyna następująco: "Wsłuchaj się w dźwięk fletu i dosłysz, co mówi. Cóż takiego wypływa z tego instrumentu, co podbija twą duszę i przeszywa serce?" Następnie podaje nam przykład: flet, wycięty z macierzystej rośliny kawałek trzciny i zabrany ze swego źródła, ma nam do opowiedzenia swą historię. Taki flet jest wydrążony, jego serce - puste. Ale oprócz tej pustki, do serca fletu wydrążono kilka otworów, tak ażeby mógł oddać wszystkie nuty o jakie go poprosimy, od najniższej po najwyższą. W dalszej części utworu Rumi zapytuje: "Ale czym jest ten flet i gdzie tak naprawdę jest jego głos?" Flet tkwi przy ustach Umiłowanego, a głos rozbrzmiewa w świecie zewnętrznym. W tym miejscu Rumi kończy pozostawiając tę zagadkę do rozwiązania człowiekowi. W Mathnawi Rumi przedstawił obraz człowieka. Człowiek jest podobny do kawałka bambusa wyciętego z pnia: który to pień jest całością, jest doskonały. Natomiast kawałek jest niedoskonały. Życie wycięło otwory wiodące do jego serca, by mógł on wydać z siebie wszystkie nuty: kiedy już otwory zostały zrobione, wtedy flet zaczyna wydawać dźwięk, który podbija duszę człowieka. Oprócz przykładu z fletem, znajdziemy pewien, chyba najpiękniejszy, werset Rumiego: "Wielu ludzi stało się moimi przyjaciółmi dzięki miłości. Ludzie ci nie rozumieli, co takiego jest we mnie, co zbliża mnie do nich. Gdyby tylko wiedzieli, co to jest, rozwiązaliby cały problem życia." Co Rumi ma przez to na myśli? Rumi chce powiedzieć, że to właśnie owe wydrążenie i pustka trzciny przybliża ją do ust boskiej miłości. Tak też dzieje się w przypadku serca człowieka: serce człowieka jest fletem Boga i kiedy jest puste, wtedy dotyka Jego ust. Póki nie jest puste, nie zbliża się do ust Boga. Wszelkie objawienie, całą tajemnicę, odkrywa się w sercu człowieka. Nigdzie indziej człowiek nie znajdzie źródła tajemnicy życia, jak tylko w sobie samym. Bez wątpienia Rumi przedstawił w jednym ze swych wierszy drogę wiodącą do tego celu: "Jeśli pragniesz osiągnąć Boga i jednocześnie pragniesz osiągnąć wszystkie rzeczy tego świata, nie powinieneś się o to starać, gdyż nie jest to możliwe." Nie znaczy to, że musimy wyrzec się wszystkich rzeczy i spraw tego świata. Ale jeśli sytuacja w życiu przedstawia się tak, że można zrobić dwie rzeczy: albo wyrzec się tego ważnego celu jaki mamy w sobie samych, albo też zrezygnować z czegoś, co jest na zewnątrz, to lepiej jest zrezygnować z tego drugiego, a utrzymać cel jaki mamy w sobie. To właśnie stanowi przedmiot badań każdego człowieka na tym świecie.

Każdy ma dobre intencje. Każdy pragnie zdobyć to, co w życiu najlepsze. Pierwsze trudności człowiek napotyka w związku z tym, co najbardziej ceni, a jednak nie wie, czy to istnieje. Jest też coś innego, co ceni mniej, ale mimo to wie, że to coś jest. Wartość wszelkich religii, filozofii i mistyki polega na tym, że mają one pomóc człowiekowi świadomie odczuwać cel wewnątrz siebie. Jedynie Twoja doskonałość może dotknąć tego celu. Jest to coś znanego tylko twej świadomości - ale nawet ona nie potrafi uczynić tej rzeczy na tyle zrozumiałą, by umysł umiał ją pochwycić. Trzymanie się i bycie wiernym temu celowi, stojąc pośród tak wielu zrozumiałych rzeczy i spraw jest próbą. Człowiek zastanawia się: "Wybiorę to, co znam, czy też wyruszę w pogoni za czymś, czego istnienia nie jestem pewien? Czy przypadkiem nie stracę wtedy, czy nie znajdę się w kłopocie?" Nowoczesne życie uczy przecież opłacalności (komercjalizmu). Człowiek waha się, kiedy ma zrobić coś, co nie przynosi żadnej korzyści. To go nie pociąga. Cnota nie przedstawia dla niego wartości. W rzeczywistości jednak właśnie wspomniany cel jest największym zyskiem, największą korzyścią, gdyż nic innego na świecie nie potrafi zaspokoić i zadowolić człowieka. Dlatego też, ostatecznie człowiek dochodzi do przekonania, że na świecie istnieje tylko jedna warta zachodu rzecz i jest nią duchowy osiąg, czyli osiągnięcie Boga. Człowiek potrzebuje tylko jednego: wzmocnienia zdolności do wiary, która trwa dzięki swej własnej mocy nawet wtedy, kiedy sięgasz ideału, którego inaczej jak wiarą nie można utrzymać.

Przyjaciele, różnicę między światem i Bogiem można zobaczyć dzięki zrozumieniu różnicy między słońcem a rzeczami, które są na ziemi. Każda rzecz na ziemi musi posiadać coś, co ją podtrzyma - jeśli nie, wtedy runie albo się przewróci. Słońca jednakże nic nie podtrzymuje. Ono utrzymuje się samo, niczym nie podparte. Tak samo jest z Bogiem. Wszystkie rzeczy na tym świecie wsparte są racjami rozumu. Jeśli znajdziemy coś, co może istnieć bez rozumowania, to jest to właśnie Bóg. Dlaczego tak jest? Jest tak dlatego, że prawdziwa istota Boga jest twoją jaźnią, samą twą istotą. Wizja Boga to jedynie patrzenie na twą jaźń w jej doskonałości. Należy jednak zrozumieć, że na to zagadnienie można spojrzeć na dwa sposoby. Boga, tego wewnętrznego, duchowego i prawdziwego Boga nie możemy nawet zwać słowem "Bóg." Byłby to błąd, gdybyśmy próbowali nadać Mu imię. Mielibyśmy wtedy do czynienia z czymś ograniczonym. Jeśli nazwiemy Go "Jedynym", to mówimy wtedy o jakimś dodatku, czymś jeszcze, czymś więcej oraz o rozłamie, podziale (chodzi tu o podział poprzez wyróżnienie - jeśli coś wyróżniamy, to automatycznie dokonujemy podziału na to coś i resztę, przyp. tłum.). Słowa nie są w stanie tego wyjaśnić. Jeśli ktoś ma objaśnić rzeczywistego Boga, to objaśnieniem jego jest "milczenie". Można na to spojrzeć w inny sposób. Żeby dotrzeć do tego Boga, o którego chodzi, musimy niejako wytworzyć, jakiegoś Boga w nas samych (ang. 'a God', oznacza jakiegoś Boga, a więc nie tego jedynego, przyp. tłum.). Dlatego Bóg każdego z ludzi jest inny. Dzięki nadaniu Bogu osobowości i myśleniu o tej osobowości, zatracamy naszą własną osobowość. Wynosząc Go na wysokości, sami zostajemy na wysokości wyniesieni. Dochodzi w końcu do tego, że wytworzony przez człowieka Bóg porywa go za sobą, póki człowiek nie sięgnie prawdziwego Boga. Bóg wytworzony przez człowieka ochrania, a Bóg prawdziwy żyje. Oto spełnienie wszelkiej religii, wszelkiej filozofii i wszelkiej mistyki. Właśnie takie uświadomienie sobie prawdy zamyka usta ludziom, którzy tego uświadomienia dostąpili. Jest to wielką tajemnicą życia.


Pewna historia opowiedziana przez Szamsa.
Nasz Mistrz Szams opowiadał często historię o karawanie zmierzającej do pewnego miejsca, w którym nie znaleziono żadnego mieszkania i wody. Była, co prawda, w ziemi głęboka dziura, ale nie było ani wiadra, ani liny. Żeby sprawdzić, czy na dnie znajduje się świeża woda, podróżni przywiązali kociołek do własnej liny i opuścili na dno. Kociołek o coś uderzył, pociągnięto więc za linę, ale kociołek się zerwał. Opuszczono więc następny kociołek, ale ten również się urwał. W końcu na dno dziury opuszczono spragnionych ochotników z karawany, ale oni również zniknęli! Znalazł się jednak mądry człowiek, który rzekł: "Ja pofatyguję się na dół." Był już blisko dna dziury, kiedy pojawił się straszny czarny potwór. Nigdy przed tobą nie ucieknę" - rzekł do potwora mędrzec - "ale mam przynajmniej nadzieję pozostać świadomym, tak bym mógł zobaczyć, co będzie się ze mną działo." "Tylko nie opowiadaj mi przydługich historyjek", powiedziało monstrum. "Jesteś moim więźniem. Nigdy się stąd nie wydostaniesz, póki nie odpowiesz na jedno pytanie." "Pytaj." "Gdzie jest najlepsze miejsce." Mędrzec zastanowił się: "Tu jestem zupełnie bezradny. Jeśli wymienię Bagdad albo inne piękne miejsce, to może się okazać, że obrażę jego rodzinne miasto nie wymieniwszy go." Odpowiedział więc: "Najlepszym miejscem, gdzie może sobie żyć człowiek, jest miejsce, w którym czuje się jak w domu. Jeśli będzie to jakaś dziura w środku ziemi, to jest to wtedy najlepsze miejsce, tam jest najlepiej." "Dobrze powiedziane. Jesteś rzadkim okazem istoty ludzkiej. Z powodu twego błogosławieństwa, uwolnię ludzi pod twoją opieką, a tobie powierzę władzę nad światem. Nie wezmę więcej więźniów i uwolnię wodę z tej studni. Szams opowiadał tę historię dla jej wewnętrznego, duchowego znaczenia, które można by wyrazić w inny sposób, ale osoby przywiązane do tradycyjnych form przyjmą tę wersję. Ciężko się z takimi ludźmi rozmawia. Powiedz choćby odrobinę inną przypowieść, a wcale nie będą słuchali.


SŁOWNICZEK
(W słowniczku długie samogłoski "a", "i", "u" oznaczone są literami: "â", " î", "û". Wymowa dwa razy dłuższa niż zwykle.)

Dżelaluddin Rumi ([ Dżelâl ud Dîn Rûmî] - (ur. w Balkh (w 1205 r., odszedł w 1273 r.); Imię Rûmî (akcentuje się na literze "û", pochodzi ono od słowa "Rûm", które oznacza Azję Mniejszą, skąd Rûmî to 'człowiek z Azji Mniejszej'. Słowo `Dżelâl (wym. bliżej Dżalâl) akcentuje się na â, oznacza ono męską zasadę mocy i aktywności, a także godność (arhata), dostojeństwo, blask, majestat, duchową wielkość, cześć i chwałę, wspaniałość, piękno i nimb aureoli, także prawicę Boga. Dîn (oznacza osobę mającą potężną wiarę w Jedynego Boga. Rûmî znany jest też jako `Maulâna (wym. z akcentem naâ), po turecku Mevlâna, co oznacza dosłownie "nasz Mistrz". Większą część swego życia spędził prawdopodobnie w Qoniya (Iconium) w Turcji, gdzie założył Zakon Sufi Maulavî (z akcentem na piersze a; po turecku: Mevlavi), który jest Zakonem Tańczących Derwiszów. Jego największe dzieło to "Mathnavi", w perskim oryginale "Masnavî" (z akcentem na pierwsze a oraz na î).

Szams z Tabrizu [Shams-e-Tabrîz] - tajemniczy derwisz, który w latach 1240 -1244 spotkał Rumiego i stał się jego Murszidem. Słowo Szams (wym. z akcentem na "a") oznacza słońce, a Tabriz to nazwa miejscowości z której pochodził (wym. z akcentem na "î"). Nazywany też Szams-ud-Dîn Tabrîzî.

Sufi [Sûfî] - duchowa i religijna filozofia miłości, harmonii i piękna; esencja wszystkich religii; czysta esencja bez łusek osobowości; odwieczna mądrość wszystkich wiar; czysta mądrość Boża; najstarsza ponad-wyznaniowa szkoła mistyki religijnej, korzeniami wywodząca się z czasów przed Abrahamem; osoba oczyszczona z ignorancji, zabobonów, dogmatów, egotyzmu, fanatyzmu, fundamentalizmu, ograniczeń rasowych, kastowych, narodowościowych, religijnych, teologicznych i z wszelkich innych postaci ciemnoty i niewiedzy; boska osobowość; święty i czysty Duch Boży; mędrzec;

Hazrat 'Inâyat Khân (05 lipca 1882 - 05 lutego 1927); założyciel, w latach 1910-1926, Zachodniego Zakonu Sufi zwanego pierwotnie ruchem sufickim; słowo Hazrat (akcent na pierwszym "a") pochodzi z języka Urdu, oznacza obecność, dostojność, majestat, wysokość, świętość; u sufich używa się jako znamienitego tytułu wobec największych mistrzów duchowych; Wasza Dostojność, Wasza Wysokość, Wasza Ekscelencja, Wasza Świętobliwość; po arabsku "Hadrat"; słowo 'Inayât' (akcent na â) oznacza życzliwego, ochraniającego, łaskawego, szczodrego; dar, zamiar, troskę, znaczenie; także łaskę Bożą; Khan - (rodzina, linia, dynastia, także wódz, głowa (Chan) oraz miejsce zgromadzenia i rdzeń słowa sanktuarium, jest to nazwisko rodowe Inayata.

Tłumaczenie: Sufi Ahmad Chishty - Toruń 1982


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez chishtiyya dnia Nie 22:00, 29 Sie 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.sufizm.fora.pl Strona Główna -> MISTRZOWIE - PRZEWODNICY - NAUCZYCIELE Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin